okładkaOto wędrując po biezmiarze internetu miałem szczęście trafić na pewien przeciekawy tekst. Pierwotnie znalazłem go na stronie EFIX-u, lecz jak się później dowiedziałem pochodzi on z bezpłatnej broszurki dołączonej do miesięcznika FILM nr 5/2000. Tekst jest autorstwa Piotra Wereśniaka znanego przede wszystkim jako scenarzysty kasowego hitu "Kiler".
Sam tekst dotyczy zasad tworzenia scenariuszy filmowych,jednak scenariusze komiksowe powstają,a przynajmniej powinny powstawać w sposób podobny. Fakt, iż dobrych scanarzystów jest u nas jak na lekarstwo a dobrych i ciekawych scenariuszy jeszcze mniej skłonił mnie do umieszczenia poniższego tekstu u siebie. Jako twórca komiksów doskonale wiem jak ciężko przebiega proces twórczy i jak ciężko uzyskać porządany efekt-czyli interesujący komiks:) Pozwoliłem sobie na małe komentarze dotyczące różnic między filmem a komiksem. Są one oznaczone odmiennym kolorem czcionki. Poniższy tekst został umieszczony za zgodą samego autora i w orginale można go przeczytać na oficjalnej stronie Piotra Wereśniaka. Autoryzacja nadeszła dość niespodziewanie i po wielu latach oczekiwania, ale dzięki temu miałem nieczęstą możliwość wymiany maili z tak doświadczonym scenarzystą i w dodatku takiego formatu. Dla chętnych i tworzących mam również propozycję przeczytania Alchemii Kreatywności,ciekawego poradnika jak być kreatywnym.Polecam:)


Dla tych, którzy chcieliby pogłębić ten temat zapraszam na profesjonalne forum.
   Autor: Piotr Wereśniak                                            Strona 1/13

"Alchemia scenariusza filmowego, czyli nieznośny ból dupy"

Dlaczego właśnie ja - czyli mądrala...

Napisałem w życiu kilka scenariuszy filmów fabularnych, kilka odcinków popularnej telenoweli, ponad setkę reklam, wyreżyserowałem fabule i serial. Po drodze dostałem kilka liczących się nagród za scenariusze. To wszystko. Jedni twierdzą, że jak na trzydziestolatka to dużo -ja twierdze, że mogłoby być więcej.

Dlaczego FILM "tak bardzo się pomylił" i zlecił mi napisanie tej szacownej broszurki? Nie mam pojęcia. Ale postaram się naprawić błąd FILMU i podzielić się z wami moją niewiedzą na temat alchemii, którą niewprawieni zwą scenariopisarstwem. Może nie uda mi się was niczego nauczyć, ale postaram się was przynajmniej trochę rozerwać. Jeśli nie macie zamiaru brać się za pisanie scenariuszy - nie szkodzi. Dzięki tej broszurce można zaoszczędzić sporo kaski. Wystarczy przeczytać, przemyśleć i zadać kilka prostych pytań kumplowi, który wiośnie wrócił z kina. W zależności, jak odpowie, iść na film, na którym był, albo go olać. Nie ma sensu wydawać kasy na słabe filmy. Ja tak robię od dawna i działa...

 

Co to jest "dobry scenariusz" - czyli niemożliwe...

Dobry scenariusz to taki, z którego powstał dobry film. Proste, ale nie do końca. Zależność jest taka: z dobrego scenariusza można zrobić film dobry albo film zły. Ze złego scenariusza nie można zrobić filmu dobrego. Niemożliwe. I niestety sprawdzone wielokrotnie.komentarz

Dobra... ale jak ocenić scenariusz, z którego nie zrobiono jeszcze filmu? Jak ocenić sam scenariusz? Metody są różne - ja polecam swoją. Po pierwsze, scenariusz trzeba przeczytać. Jak jest nudny - kosz. Jak nie zaśmialiśmy się ani razu - kosz. Jak nie zakochaliśmy się w żadnej z postaci - kosz. Jak nie zostaliśmy ani razu zaskoczeni - kosz. Jak mieliśmy wrażenie, że to wszystko gdzieś już było - kosz. Jak nie nauczyliśmy się czegoś ważnego i mądrego - kosz. Nie muszę dodawać, że podczas czytania kosz powinien być pod ręką. Miejsce złych scenariuszy jest w koszu na śmieci. Szkoda na nie prądu.

Moja metoda jest oczywiście skrajnie subiektywna, ale, jak wiadomo, nie ma obiektywnych sposobów na ocenę - przepraszam za wyrażenie - twórczości artystycznej. Obiektywnie można zmierzyć komuś czas na setkę (Einstein byłby pewnie innego zdania) - dzieła sztuki, niestety, zmierzyć się nie da.

No właśnie, a jak to właściwie jest z tą sztuką?

 

Artyści kontra Rzemieślnicy - czyli mordobicie permanentne...

Krew mnie zalewa, gdy ktoś mówi o sobie, że jest artystą. Nie mam pojęcia dlaczego. To reakcja zupełnie emocjonalna i irracjonalna. To chyba Herbert powiedział kiedyś, że artystą się nie jest, tylko się nim bywa. I to jest, jak sądzę, słuszna koncepcja.

Dlatego, jeśli chcesz pisać dla filmu i uważasz się za artystę, wywal tę broszurkę, podepcz ją i podpal, odetnij się od niej w swoim artystycznym manifeście, patrz w gwiazdy i pisz, pisz, pisz...

Niestety, pisanie scenariuszy to umiejętność w dużej mierze rzemieślnicza. Trzeba mieć warsztat, wiedzę, pasję, cierpliwość i natchnienie (tak - natchnienie na końcu). Jest to, niestety, tak jak z krzesłem - najlepiej się siedzi na krześle od dobrego stolarza. Spróbuj usiąść na krześle z awangardowej galerii, to doświadczysz tego, o czym mówię.

A dlaczego o tym mówię? Dlaczego zabieram głos w odwiecznym sporze między artystami i rzemieślnikami?

Otóż robię to w imię pokory. Pisanie dla filmu wymaga pokory. Pokory przed historią, którą chcemy opowiedzieć, pokory przed niezliczoną ilością sposobów opowiedzenia tej historii, pokory przed widzem, któremu każemy płacić za dwugodzinny pobyt w ciemnej sali i pokory przed Palcem Bożym, który albo nas dotknie i da nam natchnienie, albo nie.

Kino fabularne jest opowiadaniem historii. Czasami bywa sztuką, zazwyczaj bywa rozrywką. Najgorzej, gdy stara się być sztuką, a jest po prostu nudą. Wszędzie może być nudno, ale nie w kinie. Nuda w kinie to katastrofa.

I od tego właśnie jest scenarzysta-rzemieślnik - od tego, żeby nie było nudno.

 

 

Strona 1/13
następna



W komiksie dzieło skończone składa się z dwóch rzeczy: scenariusza i rysunku. Obie składowe mogą popsuć efekt końcowy, ale o ile dobry scenariusz może przyćmić kiepski rysunek o tyle nawet najlepszy rysunek nie uratuje kiepskiego scenariusza. Taki komiks można pociąć na strony i wieszać oprawiony w ramki. Również sprawdzone wielokrotnie.


Pobocza Strona Główna